piśmiennictwo moje:
2005
grudzień (8)

2006
styczeń (19)
sierpien (29)
wrzesień (30)
październik (30)
listopad (40)
grudzień (30)


kopia mojego starego bloga
znam:
< przebudzenie; ewek; hanek; anioł; nutka; wolontariuszka; >
czytam:
< narzeczona programisty; bigo; desperatka; bmf/bazylek; prusky; >
uwolnij sieć:
< dość internet explorera; stop łańcuszkom; >
relax:
< chomiks; bash; kwiatki z moich zajęć; c+a+d; >
that made me:
< oaza; kwc; blog oazy NSJ-retkinia; >
piśmiennictwo wasze:
< xięga gości (ta sama co na nlogu); azot2000(at)tlen.pl >
serwis macierzysty:
< mylog.pl; >

UWAGA: List otwarty przeciw DRM - PODPISZ!
This Page Is Valid HTML 4.01 Transitional:P
czwartek, 30 listopada 2006 15:48:16    komentarze [1]

Jest mi cholernie, ale to cholernie niedobrze. Z głodu chyba, nie wiem. O mamo, jak mnie mdli... Niech mi szybciej stygnie ta herbata.

Popsułem się. Nie działam zgodnie z założeniem projektowym.
Mój organizm się rozleciał. Nie mogłem dziś usnąć przez sześć godzin. Od północy. Jak słowo daję, to już jest nudne. Cóż, psułem sobie zegar biologiczny przez kilka miesięcy, więc nie mam żadnych podstaw do nadziei, że przejdzie mi w trzy dni.
Od początku tego tygodnia nie byłem na uczelni. Ani razu. Ostatnie zajęcia mam na dziś na 18 i jakoś nie do końca jestem pewny, czy uda mi się napisać projekt w te dwie godziny. A jak mi się nie uda, to chyba się nie wybiorę.

Mam już DOŚĆ tego wszystkiego. Wzorem Desperatki mam ochotę zagrzebać się w czymś po czubek nosa i obudzić się dopiero wiosną.
A nade wszystko chciałbym móc spać w nocy.

{Coma}


środa, 29 listopada 2006 02:14:19    komentarze [0]

Niecały tydzień temu B. mówiła, że musi więcej wychodzić do ludzi i mieć z kim pogadać.
Hmm...
Ja.
Wychodzę. Gadam. I całe szczęście.
I wychodzi mi to na zdrowie. konkretnie na zdrowie (a nie na nie wiadomo co) i nie dokłada mi cierpień.
Czasem czuję takie niezbyt przyjemne kłucie w sercu. Przy ludziach nieco mniej.
I to są momenty, kiedy cieszę się też, że mam te 21 lat i dojrzalszą emocjonalność niż np. w połowie liceum.

I patrzę sobie na przykład... i lekko mnie kłuje. Ale lekko.
I naprawdę mi lepiej we własnym życiu niż gorzej.
Nie boli.
I nie ma we mnie tej desperacji i paniki, co kiedyś. Wspomnienie po jej odczuwaniu, jej smak - tak. Ale tylko to.

Tylko czasem też na myśl, że może spędzę resztę życia sam, będę usypiał w pustym mieszkaniu, w pustym łóżku, w najlepszym razie z czarną kotką do towarzystwa, robi mi się niepomiernie przykro.

Ale jak ktoś mi kiedyś mądrze napisał - samotność nie jest przekleństwem, samotność jest wyzwaniem.

Mhm, 312 i Piasek w tle pozytywnie wpływa na takie przemyślenia...

Dobranoc.


wtorek, 28 listopada 2006 12:52:24    komentarze [1]

Czeka na mnie co najmniej sześć filmów do obejrzenia.

Ale i niestety trzy projekty, sprawozdanie i referat do napisania.
Jestem póki co dwudziestą trzecią godzinę na nogach i mam zapiar dotrwać do nocy. I oby mi to otworzyło wrota normalności.

Nie wiem, czy nie zazdroszczę Monice tego, że potrafi przespać całą dobę...


wtorek, 28 listopada 2006 02:31:35    komentarze [2]

Sporo, naprawdę sporo czasu potrzebowałem, żeby wpaść na to, że przecież mogę napisać to wprost:
Chciałbym, żeby mnie ktoś przytulił.



poniedziałek, 27 listopada 2006 21:18:21    komentarze [0]

Grupa moja zachowała się iście po studencku. Mało miłe.
Niemiłe jest również to, że mój kręgosłup domaga się urlopu albo rehabilitacji. Ałaj!!!...
I konieczność pisania tych cholernych projektów.

Z milszych rzeczy to dwie darmowe kolacje, jedna u księdza, druga od Kuby.

**********************************************************

Mgłaaaaaaa...
W głowie też mam coś na kształt mgły. Takie bure, nic nie mówiące nie wiadomo co.

{AFI - "Endlessly She Said"}


poniedziałek, 27 listopada 2006 15:13:45    komentarze [0]

Już doszedłem do spania w trybie biurowym: od 8 do 15... Ciekawe kiedy przekręci mi się na normalny...

Nie uważam, żebym zmarnował noc.

Jestem zmęczony...

Czas zjeść obiadośniadanie...


poniedziałek, 27 listopada 2006 00:12:54    komentarze [0]

"GaduGadu to program do wyświetlania reklam z możliwością wysyłania wiadomości tekstowych..." - amen... Do dziś pamiętam, jak reklamy w oryginalnym kliencie GG spowalniały mi kompa... P200 pod W98 to nie byłą maszyna do jednoczesnego odtwarzania dwóch lub trzech reklam we Flashu podczas normalnej pracy.

Z całej serii rzeczy planowanych na ten weekend zrobiłem może dwie. Nie jest dobrze.
Aha, pójście spać o pierwszej w nocy skończyło się klęską. Ale przynajmniej jak podniosłem się o drugiej, to napisałem bardzo barwne odwołanie:)

Nieszpory na Retkini poszły w miarę elegancko, na hóżystę się w sumie mogę nadać. Pytanie do geografów i filozofów: dlaczego na Lumumbach jest parę stopni cieplej niż na Retkini? (odp. Kaśki: "bo ja tu jestem:)")

Z aktualności: jestem skoszony i wstępnie ogolony, od razu mi luźniej:) Wprawdzie wyciąłem sobie odrobinę za dużo z przodu ale i tak jestem happy, nareszcie wezmę dłuższy rozwód ze szczotką do włosów.

Odradzam Pizza Dominium. W ogóle póki co nie ma żadnego godnego zastępnika nieodżałowanej Duemili II... I w ogóle czemu nagle obie pizzerie na osiedlu są zamknięte?

O, mała rzecz, którą warto wspomnieć, a która zwróciła moją uwagę, kiedy skopiowałem ten wpis z Notatnika do formatki edycyjnej na mylogu: słownik ortograficzny w Firefoksie 2 rulez:)

OGŁOSZENIE: poszukuję współlokatora do 9DS UŁ. Oraz w miarę taniej lodówki.

{Elektryczne Gitary - "Ona jest pedałem" - z pozdrowieniami dla Oli i Diany:P}


sobota, 25 listopada 2006 18:35:04    komentarze [0]

Zerwijcie ze swoim poprzednim życiem, ze swoim starym "ja", którego zdradliwe namiętności prowadzą was do zguby. Trzeba wam duchowej odnowy, nowego "ja", człowieczeństwa stworzonego na obraz Boży, pełnego świętości, prawości i prawdy.

(Ef 4,22-24)

Jak słowo daję, oni czasem tak genialnie trafiają...


sobota, 25 listopada 2006 17:43:22    komentarze [0]

Do wczoraj nie będę tu wracał, powiedziałem (napisałem) wszystko, co mam na razie do powiedzenia. Ale wrażenie naprawdę zostało mi smutne.

***********************************************************

Operacje niciarniano-materiałowe skończone. Tak jak fakt, że umiem sobie napisać skracacz do SMSów nie robi ze mnie kodera, tak po przyszyciu jednej naszywki oraz rzepa stanowczo wiem, że nie jest mi pisane zostać szwaczką:P

OK, igła z nitką mi się znudziła, kto ma lutownicę?
Aaaa, nie, zaraz, ja jeszcze muszę przeprać to i owo...

***********************************************************

Ewek to mnie powinien zatłuc na miejscu. Nieumiejętność wstania o jedenastej to jest inwalidztwo na tle społecznym... Coraz boleśniej prawdziwy staje się ostatnio opowiedziany przez Radka kawał (Co robi student po wstaniu z łóżka? Je śniadanie i ogląda Teleexpress...), dajcie spokój.
Ewek, przepraszam... Ale to już choroba jest. Ja naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio wstałem przed południem. Tak, jest środek semestru, tak, ja mam zajęcia. I nie jest to zresztą pierwsza ostatnimi czasy sytuacja, w której rozwalam komuś plany przez swoje spanie. Masakra...

***********************************************************

Pisać te wątki na Javę czy nie pisać?... dwie i pół godziny jeszcze do dwudziestej...
O, jakby jeszcze mało było atrakcji, przypomniało mi się właśnie, że muszę napisać odwołanie do DSBSu.
A, i czy zna ktoś jakieś sensowne wyjaśnienie na kompletny brak łączności między siecią UŁ a o2.pl ? Bo to jest lekko irytujące...

Dziś zdecydowanie należy się normalnie i sensownie wyspać!

{Preisner i Turnau - "Noc" (z "Głosów") - hmmm, ciary... Rubik to niech się schowa...}


sobota, 25 listopada 2006 05:55:00    komentarze [0]

392 MB w kosmos bez żalu.
Kupy się to nie trzyma, panie Januszu.

***********************************************************

Niczego się to nie trzyma, pani Olu.
Nie, przepraszam, trzyma.
Strachu.

Który jest dokładnym i absolutnym przeciwieństwem miłości.

Errare humanum est, ja wiem. I to humanum paradoksalnie daje jakąś nadzieję. Chociaż jest mi smutno. Naprawdę.


piątek, 24 listopada 2006 02:29:45    komentarze [0]

Hmmm... Generalnie... BTC...

I kto by pomyślał, że czasem zrobienie czegoś dobrego jest tak proste...

Pozytywnie w sumie jest, jak idzie się przez pustą, świeżo wyremontowaną Pomorską za dziesięć druga w nocy. I wiatr w twarz... taki jaki zawsze kojarzy mi się z Bogiem...

Ja wiem, że pewnie to nic mi nie da. Albo kiedyś tylko na tym stracę. Ale czy to musi być ważne?

*********************************************************

4+ z wizualnego i z głowy. Po pierwsze dwie godziny mniej zajęć co czwartek, po drugie i najważniejsze nie będę musiał więcej przez baaardzo długi czas oglądać komponentów bazodanowych C++ Buildera :)

Spaaaaaaaaaaaaać... Może...

{Wheatus - "Teenage Dirtbag"}


czwartek, 23 listopada 2006 14:16:59    komentarze [0]

"...niepokorne myśli i niepokoje..."
Taaaa...
Szlag jasny chce człowieka ze wszystkich stron trafić momentami.

Ale przynajmniej mogę sobie powiedzieć jedno małe "no, nareszcie..."

Co nie zmienia faktu, że przespałem basen, wykład i zasadniczo ćwiczenia. Ja długo nie pociągnę ze spaniem od czwartej do czternastej i trzeba natychmiast zrobić z tym porządek...

*********************************************************

Pisanie programu: 2% pisania, 49% szukania/usuwania błędów, 49% czytania helpa.

Może lekko przerysowuję, ale proporcje są w tę stronę...

A do baz danych to mam chyba już po prostu awersję.


środa, 22 listopada 2006 00:59:59    komentarze [0]

Transfer na osiołku dzis na Wydziale miałem chwilami na poziomie 43 KB/s mimo LowID... i to po WiFi:) Lubię wydziałowe łącza, naprawdę:P

Renata Przemyk i Kasia Nosowska - "Kochana" - wraca do łask, wczoraj mi się przypomniała. Przegenialnego jest coś w tej piosence... Może faktycznie jest coś w tym, że mam w sobie 60% kobiety...

W tej chwili w bólach i jęku tworzę referat... nie wiem kiedy skończę, nie wiem jakim cudem opanuję go na tyle, żeby go jutro wygłosić, nie wiem, jakim cudem zrobię jeszcze z niego wstępniak sprawozdania z projektu i przy tyum wszystkim jeszcze zdążę sie wyspać... rzeczone zajęcia mam na 12.15 czyli po 11 trzeba będzie wstać.

{Enya}


poniedziałek, 20 listopada 2006 12:45:45    komentarze [2]

Chyba najwyższy czas wyciągnąć wniosek, że wystąpił u mnie całkowity zanik zdolności wstawania na jakąkolwiek godzinę.
Masakra.
W ogóle to jestem delikatnie znużony światem. Mało mi się chce.

Śniadanie/obiad, obiad/kolacja, dzień/noc.
Bezsensowny mam ten tryb życia i spania. Równie bezsensowny jak rozkład zajęć.
Stabilizacja jest mi chyba potrzebna także i w tej dziedzinie życia... Tylko jak to zrobić?

Aha, i co to w ogóle ma znaczyć, że o 12.50 jest szaro-ciemnawo za oknem?!

{Coldplay - "Spies"}


poniedziałek, 20 listopada 2006 03:37:03    komentarze [0]

Może mi ktoś objawić, czemu do jasnej choroby ja jeszcze nie śpię?

Ćwiczenia z AOG są o 10.15. I co najgorsze, jedynym powodem mojej obecności tam będzie chęć nieuzyskania krechy na liście obecności. Przecież ja tam usnę.
Oczywiście jeśli tam dotrę.

{
Placebo - Slave To The Wage (I Can't Believe It's A Remix)
Placebo - Every Me Every You (Sneaker Pimps Remix)

// Stanowczo polecam oba.
}


sobota, 18 listopada 2006 16:54:52    komentarze [2]

"This is what I thought so think me naive..."

Taaa... Podrażniony naskórek na mózgach.

Pierwszym krokiem w leczeniu jakiegokolwiek uzależnienia jest uznanie własnej bezsilności wobec niego. I w konsekwencji konieczna, bezwzględna, bezwarunkowa abstynencja. Koniec. Koniec. KONIEC. Dospyć sprawdzania, ile razy się uda, nadziei kompletnie bez pokrycia i całej reszty. Bo ostatecznie widać ile to warte. Finito. Izolacja. Strefa bezpieczeństwa. Miejsca publiczne. Komunikacja audiotekstowa. I cała reszta. Dosyć...

Od co najmniej miesiąca albo dwóch noszę się z zamiarem rozpoczęcia nowego życia. Symbolicznie.
Najwyższy czas.

"Kiss my eyes and lay me to sleep..."

{AFI}


piątek, 17 listopada 2006 00:42:43    komentarze [1]

Label12->Caption = FloatToStrF(wynik, ffFixed, 4,2);
ShowMessage((int)StrToFloat(Label12->Caption ));


Jeśli naprawdę "code is poetry" to powyższe to jest ewidentna grafomania...

Ja chcę Wordpressa. Tzn. jakiś sensowny hosting pod Wordpressa.

I jeszcze parę innych rzeczy chcę, ale tu to się o nich nie pisze.


czwartek, 16 listopada 2006 21:22:11    komentarze [0]

Jutro placówka bardzo specjalistyczna na Czechosłowackiej. Oraz planetarium. I uchowaj Boże, żeby cokolwiek więcej.
Pojutrze - nie wiem, Olimp chyba, może coś jeszcze... Bo naprawdę chętnie bym się oderwał. Programuję w kółko od przeszło tygodnia.

A co w międzyczasie? Po raz kolejny cudowna pseudobaza pseudodanych przeudowypożyczalni wideo? A może wreszcie drzewka czerwono-czarne z dostępem plikowym? A tak mi się chce cholernie...


czwartek, 16 listopada 2006 01:05:19    komentarze [0]

If I could tear you from the ceiling...

Z jednej strony. Z drugiej, jeśli naprawdę działa tylko jedna szatnia i prysznic na basenie UŁ, to ciekawie. Z trzeciej to ja już mam dość tej zabawy bazodanowej z Borlandem. Tyle.


środa, 15 listopada 2006 14:46:37    komentarze [0]

Jak się wstaje o czternastej to potem nie idzie dojść do ładu z dniem... Ech...


środa, 15 listopada 2006 02:48:34    komentarze [0]

Druga czterdzieści. Telefon do współlokatora.
Po dwóch minutach się złamał, uległ zaproszeniu i poszedł pić...
Taaaaaa....:P

********************************************************

"...i już jest zamieszanie..."


poniedziałek, 13 listopada 2006 23:24:52    komentarze [3]

Logowanie do USOSa...
Zalogowany jest: Karol Sz(...) (student)
Od razu lepiej wygląda, prawda? :P

********************************************************

Interwencję uważam za raczej w miarę udaną. Tylko co zrobić z drugą stroną medalu?

********************************************************

Zapamiętać: laptopom Toshiba mówimy nie, bo ks. K. połamał zawiasy:P


poniedziałek, 13 listopada 2006 13:41:06    komentarze [1]

Spokój.

Z ciekawostek... Wiecie jak się wylatuje ze studiów na wydziale matematyki UŁ?

Idzie się oddać indeks do dziekanatu, tam pani odkłada go na bok i o nim zapomina. Dwa tygodnie później przypadkowo dowiaduje się zainteresowany, że system wywalił go z listy studentów, w stanie przedzawałowym leci do dziekanatu, by zobaczyć p. Halinkę przewalającą wszystkie stosy papierów w poszukiwaniu rzeczonego indeksu... Kiedy wreszcie go znajdzie, przejrzy, wklepie co trzeba do USOSa, poinformuje tylko "niech pan się już nie martwi, to tylko formalności"...

Mam cichą nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu dostanę ten indeks z powrotem. Ze stempelkiem odpowiednim. Wtedy naprawdę będę spokojny (chyba, że zacznę wcześniej sprawdzać zależności w USOSie).

****************************************************************

Spokój po raz drugi.
Bezpiecznik zadziałał. Tylko trzeba było mu dać zadziałać.

****************************************************************

Proszę o modlitwę za mnie i za moją grupę - dzisiejsze nasze spotkanie jest z tych bardzo, ale to bardzo ważnych. Dziękuję.


niedziela, 12 listopada 2006 23:57:52    komentarze [0]

Z wishful thinking to chciałbym, żeby nie bolała mnie teraz głowa, chciałbym nie rozchorować się w tym tygodniu, mieć pewność, że skończę te bazę do wtorku wieczorem, wiedzieć, że piątkowe spotkanie z pewnym człowiekiem na coś się przyda, wyspać się dziś, nie musieć iść jutro na grafy i nie mieć tak rozespanego klimatu.


niedziela, 12 listopada 2006 02:33:24    komentarze [0]

Robota powoli, bardzo powoli posuwa się do przodu.
A ja... zsuwam się. Powoli i sukcesywnie. Nie chcę. I chcę. Dwoista natura człowieka, żródło nieszczęść...

*******************************************************

Ludzie, proszę was o jedno: przemyślcie, wysilcie się i głosujcie.


sobota, 11 listopada 2006 15:01:01    komentarze [1]

Czy ja wiem... Co tu pisać... Nic nowego bym nie napisał.
Wszystko już było. Może ewentualnie myślałem, ze to i owo było a nie jest dalej.

Może tylko powiem, ze mam serdecznie dość następnych "ostatnich". Cholernie mi się to źle kojarzy, jeszcze z MS i czasami liceum.

I że idiotyzmem jest taniec ćmy. (Wkoło ognia.)

Na plus to, że się wyspałem jakimś cudem. PRzynajmniej częściowo:P

Czas na kawę. Czas na obiad. Czas na jakąś głupawą aplikację bazodanową, ewentualnie na drzewiastą implementację struktury katalogów.

{AFI}


piątek, 10 listopada 2006 00:14:54    komentarze [0]

O Matko Święta... Ciekawe czasy i ciekawi ludzie... Ciekawie i "wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny..."
I wszystko po raz kolejny zdaje się nabierać następnego poziomu sensu...


czwartek, 9 listopada 2006 18:00:26    komentarze [0]

Tak dla ścisłości to dwa dni temu chyba powinienem był powiedzieć, że co najmniej trzem...

*******************************************************

Tak sobie pomyślałem, że stojąc na środku korytarza, gapiąc się na plakat i sztyftując sobie usta Neutrogeną przez kilkanaście sekund (zagapienie na plakat) mogłem jednak wyglądać z lekka idiotycznie :P


środa, 8 listopada 2006 18:47:30    komentarze [0]

OgłoszenieW najbliższy piątek o 19 w parafii NSJ na Retkini (w salce oazowej oczywiście) spotkanie z ss. karmelitankami. Wstęp oczywiście wolny:) kto sie pojawi, może liczyć na zapoznanie się bliżej z życiem, charyzmatem i historią zgromadzenia oraz tradycyjnie herbatę i słodyczcze:P



wtorek, 7 listopada 2006 23:05:37    komentarze [0]

Kucyk tym razem mnie nie zawiódł, była full serwis kolacja, były serki pleśniowe:) Tak ma być:)

Brewiarz dostałem:) Może wreszcie coś mi się ruszy poważnie w środku w temacie regularności i uporządkowania w modlitwie... Przydałoby się...

*********************************************

Niektóre slajdy w głowie nawet mnie bawią...
Powoli, powoli powraca wątek spowiedzi generalnej, nadszedł więc czas intensywnego zaglądania w zaszłe kurzem zakamarki pamięci... i zrobienia z niektórymi porządku raz na zawsze.


wtorek, 7 listopada 2006 14:35:16    komentarze [4]

Dziś zrozumiałem, czego mi tak lekko, dziwnie brakuje od jakiegoś czasu.
Czekania.
Ewentualnie puktu zaczepienia, którym przez dwa lata był początek weekendu.

Zrozumiałem. Że wciąż uczę się od nowa wszystkiego. W tym życia. A nie życia od-do, kalendarzem. Wczepiania się w jakąś datę i godzinę niczym alpinista wbijający hak w skałę. Czekania tydzień na piątkowe popołudnie lub sobotni ranek.
Szukam sobie zajęć. Pożytecznych pomysłów.
Uczę się spokoju. Spokojnie mi we własnym towarzystwie. Dobrze się czuję sam ze sobą.

Nie tęsknię, nie mam za kim.
Tęsknię, w końcu tylu swoich kochanych ludzi nie widziałem (od paru miesięcy nierzadko).

Żyję. Życiem, nie tęsknotą.
Tak powinno być właśnie teraz.

Uczę się samotności. Nie samotności-demona, nie paranoi z samotności. Samotności jako stanu zero, normalnego. Obojętnego - ani kwas, ani zasada.

Uczyć się Boga. Uczyć się siebie.

"Z każdym dniem dalej w sens człowieczeństwa..." (Eldo) albo "Może w końcu odkryjemy, jak żyć" (Turbo)

{Rubik po raz co najmniej stutysięczny}

*** ...aaaa, zapomniałem. Między czwartą a piątą rano mylog ma remanent w bazie i nie pozwala dodawać notek. Kolejny powód, żeby się stąd wynieść jak tylko znajdzie się jakiś sensowny, tani hosting.


poniedziałek, 6 listopada 2006 14:06:26    komentarze [1]

Pozdrawiamy Irlandię, ktokolwiek to był, co czytał...:) I Francję pozdrawiamy, co czyta regularnie:)

*********************************************************

Znów łatanie dwóch trzecich zęba.. opatrunek w szóstce wybrał sobie w miarę znośny moment na rozpadnięcie się tzn. wczoraj. Na szczęście. Dziś moja pani doktor szybko i sprawnie wybebeszyła mi jego pozostałości i wstawiła nowy oraz wybebeszywszy opatrunek z górnej czwórki, na żywca zresztą, na szczęście nieszczególnie boleśnie ("Bardzo głęboka dziura... jak zwykle u pana zresztą...") wmontowała tam plombę...

Tak w ogóle, mimo że to jest bardzo sympatyczna kobieta, to jest pewna rzecz odrobinę frustrująca w jej zabiegach nade mną... i bynajmniej nie jest to fakt, że dziś w kierunku dziury w mojej rozdziawionej szczęce wygłosiła "ożeż ty orzeszku"...

Aha... stomatologia to jest świetny sposób na pozbycie się stówy w godzinę... A jak już jesteśmy przy wywalaniu kasy to zapomniałem kupić Rennie :/

*********************************************************

To co, piszemy sobie cztery projekty w trzech językach na trzy przedmioty naraz? Mmmmm... to jest to, co tygryski lubią najbardziej, i tak zrobimy z was koderów-geeków czy to się wam podoba czy nie...

*********************************************************

Wilgotność powietrza (i gleby gdzieniegdzie) już chyba doszła do poziomu 150 procent... Dajcie spokój...


niedziela, 5 listopada 2006 16:29:08    komentarze [0]

"You don't have permission to access /cgi-bin/stat4u.cgi on this server."
Średnio przyjemne, ale niestety, nie należy sobie nigdy niczego obiecywać po darmowych usługach w necie.

***************************************************

Ewek, zagryzę cię... ale to tak, że cię własna siostra nie pozna.. :P

{Rubik i ci tam inni - "Psalm dla Ciebie"}


niedziela, 5 listopada 2006 01:18:53    komentarze [0]

Buty moje obecne Ryboka zawiodły mnie ogólnie. Popękały sobie, szwy poszły, a do tego mają zdartą totalnie podeszwę po półtora roku zaledwie. Nieciekawie. Zwłaszcza, jak jest tak ślisko. Pierwszą zaliczoną glebę w tym roku mam już za sobą. I przy okazji niniejszym skarżę się na pogodę, bo stanowczo zniechęca do wyściubiania na zewnątrz choćby koniuszka nosa...

********************************************

Kiedyś chciałbym Panu Bogu zadać parę luźnych pytań co do konstrukcji pewnej części świata... Bo jak słowo daję, czasem naprawdę już ręce opadają...
PS. Zasada - nie litość, a chęć pomocy. I nigdy nic innego. Myśl, Karol...

********************************************

Serdecznie gdzieś mam, co na to powie pan magister. Może przynajmniej oddam mu własną robotę:)
Edit: Oooo, jak genialnie wygląda główna mylog.pl po zaAdblockowaniu reklam.. :)


********************************************

Dziękuję tym, którzy pamiętali :)


piątek, 3 listopada 2006 20:41:21    komentarze [1]

Z komunikacją miejską w ŁDZ to my się naprawdę ostatnio nie lubimy.

Nie, żebym zmarzł we wtorek na Olechowie, czekająć pół godziny na zakichane 96. Nie, żebym wczoraj wieczorem miał pięknie rozwijające sie objawy przeziębienia tępione polopiryną. Nie, żebym dziś wskutek wypadku na Bratysławskiej stał pół godziny przy Kopcińskiego i czekał na tramwaj, żeby w końcu pójść piechotą.

Życzcie mi zdrowia...

{AFI - "Decemberunderground", wstępnie zakochałem się w "Prelude 12/21" i "Love Like Winter" z tego albumu}


czwartek, 2 listopada 2006 23:14:02    komentarze [1]

Znakiem czasu i dopełnieniem całego tego dnia jest człowiek, który dzień po samobójstwie swego syna dzwoni do TVN i zaczyna płakać przez telefon na antenie, opowiadając całej Polsce o swoim załamaniu i problemach swojej rodziny, które doprowadziły do tej tragedii...

PS. Jezus nas nie zostawił i poszedł za nas na Krzyż. Ten kontemplowany, adorowany i wiele mówiący Krzyż...


czwartek, 2 listopada 2006 16:13:43    komentarze [0]

Ja przepraszam za brak podania szczegółowego kontekstu pytania, które za chwilę postawię, ale on kpi czy o drogę pyta???...


czwartek, 2 listopada 2006 15:59:52    komentarze [0]

Po przesłuchaniu dwóch z rzędu piosenek Goyi dochodze do wniosku, że zamiast tracić czas na studia, powienienem był zostać tekściarzem. Takie klimaty to nawet z bólem głowy na zamówienie się chyba da pisać...
Co gorsza, po raz kolejny dochodzę do wniosku, że od tej strony jestem jednak "łatwy". Bo, mimo że doskonale widzę i słyszę ten infantylizm i dwa tysiące efektów studyjnych (czytaj: muzyka tworzona coraz bardziej przez producentów i realizatorów dźwięku w studiach, a coraz mniej grana i śpiewana przez samych muzyków), to wpada mi to w ucho i jest całkiem sympatyczne...
A tak przy okazji, to musze przeprowadzić ciężkie śledztwo w temacie zjadania mi pamięci przez wtyczki foobara. Przecież to jest skandal, żeby odtwarzacz żarł mi 75 MB RAMu po kilku dniach...

*************************************************

Śnieg włączyli...


środa, 1 listopada 2006 19:58:32    komentarze [2]

Mimo wszystko dzisiejszy dzień napełnia mnie optymizmem. Nawet pomimo deszczu i lodowatego wiatru. Po części może jest to zasługa setek płonących lampek, po części kolorowych kwiatów, ale nie tylko ich.
Dzisiejszy dzień mimo wszystko nie jest świętem smutku. W końcu wspominamy tych którzy nie odeszli na zawsze, ale odeszli do życia. Prawdziwego życia, nie tej tymczasowej namiastki, w której trwamy my tu, ale czystej miłości.
I może właśnie dlatego spacerując między grobami nuciłem sobie w głowie "Zmartwychwstał Pan i żyje dziś, blaskiem jaśnieje noc, nie umrę, nie, lecz będę żył..."

Tak przy okazji... niech ktoś z was zatroszczy się po mojej śmierci o to, żeby na moim nagrobku wyryto te słowa:

"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie." (J 11,25)


środa, 1 listopada 2006 12:58:37    komentarze [1]

Wróciłem do domu, nie mam na czym spać:P

******************************************************

Właśnie się dowiedziałem, że w pewnej znanej mi skądinąd podstawówce, po ogłoszeniu żałoby w związku z samobójstwem Ani z Gdańska pewien [wymoderowano] w wieku lat pi razy drzwi dwunastu skomentował: "Przez tę j****ą zdzirę nie będzie dyskoteki...".

I powiedzcie mi teraz cokolwiek o gimnazjach, o znieczulicy...

Winni są po pierwsze ludzie, nie gimnazja. One tylko pozwoliły się uwydatnić faktowi, że ludziom pięć-siedem lat młodszym od nas nie ma kto wpajać jakichkolwiek wartości. Jeden z ojców powiedział dziennikarzom: "Morderców z dzieci robicie! A mój syn tylko tę dziewczynę podszyczypywał. Takie rzeczy są u dzieciaków normalne." Jezus Maria... Czy ludziom powinno się robić jakieś testy psychologiczne, nim pozwoli im się spłodzić i wychowywać dziecko? Albo od kiedy wielomiesięczna agresja, gwałt i spowodowanie śmierci są normalne?! Do dziś zastanawiam się, jakim cudem mimo psychicznego izolowania się od rodziców przejąłem od nich pewne podstawowe wartości... Z drugiej strony jako piętnastolatek nie potrafiłbym sobie nawet wyobrazić czegoś takiego. Ani tego, że mój ojciec w ogóle pomyślałby o uznaniu tego za normalne i twierdzeniu, że to nic złego.

Polski może i nie stać na likwidację gimnazjów. Na pewno nie stać nas na to, żeby dalej ginęli niewinni ludzie. "Ludzie ludziom..."